maja 16, 2018

Kanapki z owocami

Kanapki z owocami

Dzień dobry! J Dawno nie było nowego wpisu, dlatego postanowiłam nadrobić zaległości. Zwłaszcza, że mam ku temu świetną okazję. Pomyślałam, że dzisiaj podzielę się z Wami moim pomysłem na letnie kanapki. Nie wiem, jak wielu z Was jada kanapki z owocami, ale wśród moich znajomych to właściwie chyba nikt. Odnoszę też wrażenie, że ogólnie jest to u nas nadal mało popularne. W związku z tym, chciałabym Was zachęcić do tego, abyście wykorzystali ten pomysł przygotowując letnie śniadanie, albo zapraszając znajomych – będą zaskoczeni ;) A skąd u mnie taka miłość do owocowych kanapek? Właściwie to trudno powiedzieć. Ale prawdą jest, że od niepamiętnych czasów jadałam kanapki z bananem. Wydaje mi się jednak, że ta prawdziwa miłość do takich kanapek zrodziła się kilka lat temu, kiedy jeszcze nie byłam weganką. Pamiętam jak dziś, snułam się po kuchni i zastanawiałam się co mogłabym zjeść. Oczywiście nie znalazłam nic co by mnie interesowało, więc rzuciłam mało oryginalnie do mojej mamy, że nie ma nic do jedzenia… Na co mama, ze stoickim spokojem, powiedziała: „Jak nie ma, przecież jest kiwi.”. Popatrzyłam na nią niepewnie, a zaraz potem na moim talerzu znalazły się kanapki: chałka, masło i kiwi. I wiecie co? To były naprawdę najlepsze kanapki jakie wtedy jadłam. I tak sobie myślę, że to był właśnie ten moment, kiedy pokochałam owocowe kanapki. W związku z tym, zaczęłam też poszukiwać nowych smaków i połączeń. Jeśli jesteście ciekawi tych kompozycji to poniżej kilka podpowiedzi J



Kanapki z owocami
Propozycje połączeń
  • hummus i granat
  • awokado i borówki
  • jogurt kokosowy i truskawki / rabarbar
  • masło orzechowe jabłko / banan
A poza tym, wiecie co jest w nich jeszcze fantastycznego? Że można je przygotować w przysłowiowe 5 minut ;) 

Bon appétit! J








kwietnia 19, 2018

Wiosenna tortilla

Wiosenna tortilla

No tak, domyślam się, że w taką pogodę niewielu z Was myśli o gotowaniu i pewnie chętniej wybieracie się przekąsić coś na miasto, mimo to mam dla Was propozycję dania, które nie tylko jest pomysłem na smaczny obiad w domu, ale możecie wsadzić go również do lunchboxa i zabrać do pracy, albo na piknik. Jednak nie to jest tutaj najważniejsze. Przy okazji tego wpisu chciałabym zwrócić Waszą uwagę na to, jak ważne jest, aby nie zawsze iść na skróty, ale czasem rzeczy, które możemy dostać na sklepowej półce zrobić samemu. Dzisiaj na tapecie mam placki do tortilli. Jestem pewna, że spora część osób wie, że znajdzie je na półce w każdym sklepie. Ale! Czy wiecie co jest w środku? Szczerze mówiąc, ja byłam w lekkim szoku, kiedy zobaczyłam skład z tyłu opakowania. Przygotowując się do tego przepisu pomyślałam, że pójdę na łatwiznę i kupię gotowe placki, ale kiedy dotarłam do sklepu, a potem przeczytałam skład nieco oniemiałam. Naprawdę byłam w ciężkim szoku kiedy okazało się, że to nie tylko mąka i woda, ale również guma guar, różne emulgatory, no i oczywiście w niektórych olej palmowy, bo jakże by inaczej. Także jak możecie się domyślić odłożyłam prędko te placki na półkę i postanowiłam poświęcić kilka minut więcej w kuchni. Wiadomo - nie żałuję, bo przynajmniej wiem co zjadłam i, że nie było to niebezpieczne dla mojego organizmu. I Wam też polecam, bo okazuje się, że to żadna filozofia ;)



Wiosenna tortilla
Składniki:
Placki
  • 2 szkl. mąki
  • 200 ml ciepłej wody
  • 3 łyżki oleju
  • Szczypta soli

Farsz
  • 3 cebule dymki
  • 200 g pieczarek
  • 4 garście szpinaku
  • Szczypiorek
  • Puszka kukurydzy
  • Awokado

Przygotowanie:
Przygotowanie zaczynamy od placków.
Mąkę wsypujemy do miski, dodajemy sól, olej i dolewamy ciepłej wody. Zaczynamy wyrabiać ciasto do momentu, aż wszystkie składniki dobrze się połączą i ciasto nie będzie przylegało do dłoni.
Potem wyrabiamy z ciasta „wałek” i kroimy na kilka równych części.
Każdy z kawałków rozwałkowujemy na bardzo cienkie placki, które później smażymy na suchej patelni. Ja używam tej do naleśników. Ale pamiętajcie - nie za długo. Wystarczy około minuta z jednej i drugiej strony. W innym wypadku placki stwardnieją i nie będzie można ich złożyć.

Farsz natomiast zaczynamy od pokrojenia cebuli oraz starcia na tarce pieczarek. Kiedy będą gotowe wrzucamy całość na patelnię. Potem możemy zabrać się za drugą część farszu, tj. kroimy liście szpinaku, szczypiorek i awokado. Do miski dorzucamy też odsączoną kukurydzę. Kiedy pieczarki są gotowe dodajemy je do reszty składników, doprawiamy delikatnie solą i mieszamy.
Ostatnia część to nałożenie do tortilli farszu i złożenie jej na wzór wrapa.

Bon appétit! J





marca 28, 2018

Bataty z awokado

Bataty z awokado

Aha! To ja już chyba wiem dlaczego nie jestem bogata. Za bardzo kocham awokado :D Powiem Wam więcej, świat jest taki okrutny, że perfidnie podstawia mi pod nos nowe przepisy. A ja je sobie testuję, sprawdzam i zachwycam się tym, że awokado pasuje praktycznie do wszystkiego i można je jeść nie tylko na słono, ale też na słodko. Bądźmy z resztą szczerzy, jak żyć bez tego superfood! Przecież to bogactwo zdrowia, które bardzo pozytywnie wpływa na nasz organizm. Chroni nasze serce, poprawia pracę mózgu, dba o wzrok i opóźnia pojawienie się zmarszczek. Oczywiście to tylko kilka zalet, bo ten niepozorny owoc ma w sobie jeszcze więcej dobrego. Dlatego mówię - a tam, raz się żyje! Może bogata nie będę, ale chociaż piękna i zdrowa ;)
Gdyby znudziło Wam się guacamole to łapcie przepis na bataty z awokado ;)


Bataty z awokado
Składniki:
  • 3-4 bataty
  • Puszka ciecierzycy
  • 2 awokado (o tej porze roku polecam Hass)
  • Cebula
  • Sok z cytryny
  • Papryka ostra
  • Pieprz Cayenne
  • Czosnek granulowany
  • Oregano
  • Sól, pieprz
  • Oliwa z oliwek
Przygotowanie:
Piekarnik nastawiamy na 180°C.
Przygotowywanie dania zaczynamy od umycia batatów i ich lekkiego wydrążenia.
Potem przygotowujemy mieszankę przypraw. Do miseczki wsypujemy zatem paprykę, pieprz cayenne, sól, czosnek i oregano, a następnie mieszamy. Do brytfanny wkładamy folię aluminiową i układamy na niej bataty. Każdy z batatów dokładnie obsypujemy z każdej strony mieszanką przypraw, a na koniec skraplamy jeszcze oliwą z oliwek. Zakrywamy bataty folią i pieczemy godzinę. 15 minut przed końcem bataty warto wyjąć i uchylić delikatnie folię z góry.
Kiedy bataty będą gotowe do piekarnika wstawiamy ciecierzycę i pieczemy ją około 20-30 minut.
Na koniec przygotowujemy dip. Do malaksera wrzucamy pokrojone awokado, podrobnioną cebulę, kilka kropel cytryny, sól i pieprz, a następnie miksujemy na gładką masę.
Kiedy wszystkie składniki mamy gotowe nakładamy na talerz bataty, do środka wsypujemy pieczoną ciecierzycę, a górę dekorujemy dipem z awokado.

Bon appétit! J





marca 21, 2018

Dip z tofu

Dip z tofu

Że niby dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny? No to chyba ktoś tu się spóźnia. Nie chcę wywierać presji, ale chyba zgodzicie się ze mną, że wiosna mogłaby się przestać ociągać i wreszcie przyjść? Czas się zagrzać, zregenerować i nabrać siły. Nie wiem jak Wy, ale ja mam już plan działania na najbliższe kilka miesięcy i mam nadzieję, że pogoda mnie nie zawiedzie, bo wtedy po raz kolejny będę czuła niedosyt wiosny oraz lata. Niestety ostatnio jest tak, że chociaż teoretycznie przychodzi do nas w końcu również lato, to niestety pogoda wcale nie jest taka rewelacyjna. Ale wystarczy, że cofnę się te naście lat wstecz, kiedy chodziłam do szkoły. Przecież w dzień wagarowicza nikt nie nosił kurtek. Chodziliśmy na spacery nad rzekę topić lub palić Marzannę, a zaraz potem siadaliśmy przy ognisku. Tymczasem dzisiaj… Ale, żeby nie było, nie lubię narzekania. Jestem osobą, która zawsze stara się znaleźć w różnych sytuacjach pozytywy i na nich się skupiać, więc na ten brak wiosny mam pewien sposób. Przywołuję ją do siebie wiosennymi smakami. Dip, o którym dzisiaj napiszę, wyszedł zupełnym przypadkiem, ale jego smak przypomniał mi o wiosennym twarożku ze szczypiorkiem, więc pomyślałam, że się nim z Wami mimo wszystko podzielę. A co! Może ktoś też będzie chciał poczuć trochę wiosny na talerzu ;)



Dip z tofu
Składniki:
  • 250g naturalnego tofu
  • sok z połowy cytryny
  • 2 łyżki musztardy
  • 1/4 szkl. aquafaby
  • sól, pieprz, oliwa z oliwek
  • szczypiorek


Przygotowanie:
Wszystkie składniki wrzucamy do blendera. Tofu warto oczywiście wcześniej podrobnić. Potem wszystko miksujemy na gładką masę. W międzyczasie możemy też dip spróbować i doprawić jeszcze wedle uznania. Na koniec dorzucamy drobno pokrojony szczypiorek.
Polecam Wam odstawić dip na godzinę/dwie wtedy będzie jeszcze smaczniejszy.

Dużym plusem jest to, że pasuje to różnych rzeczy. Ja na przykład część zjadłam z pieczonymi ziemniakami, a część po prostu na kanapce.

Bon appétit! J



marca 18, 2018

Cieciogronka

Cieciogronka

Kilka lat temu poznałam kogoś, kto powiedział mi, że nie lubi czekolady i w ogóle słodyczy oraz ciast. Zastanowiłam się wtedy chwilę nad tym, ale trudno było mi to ogarnąć. Jak można nie lubić czekolady? W ogóle jak można żyć bez tych wszystkich łakoci, które patrzą na Ciebie ze sklepowych półek i krzyczą – potrzeba Ci cukru, kup mnie! Minęło jednak te kilka lat i wszystko nagle stało się jasne jak to przysłowiowe słońce. Nie wiem, kiedy to się stało dokładnie, ale ja dzisiaj też nie tęsknię za słodkim smakiem. Cieszę się też ogromnie, że ten etap odwyku od cukru przeszedł u mnie całkiem bezboleśnie. Ktoś mógłby teraz powiedzieć, że np. taka czekolada poprawia przecież nastrój i w ogóle wpływa pozytywnie na nasze samopoczucie. Może to i prawda, ale ja tam to i bez tego jestem szczęśliwa J
Domyślam się, że jest zatem dla Was sporym zaskoczeniem przepis, którym dzisiaj postanowiłam się podzielić. Już tłumaczę. Prawda jest taka, że chociaż słabo też radzę sobie z przygotowywaniem ciast, czy ciasteczek to czasem jednak próbuję swoich sił w cukiernictwie. Przygotowuję coś słodkiego zazwyczaj kiedy wiem, że przyjdą znajomi, a ja będę mogła spakować im coś na wynos ;) Wszyscy są wtedy zadowoleni.
Wracając do przepisu, jest on banalny i niesamowicie szybki do wykonania, dlatego wydaje mi się, że warto go mieć pod ręką, kiedy nagle dowiadujemy się, że za chwilę odwiedzą nas znajomi, a my nie mamy nic do kawy.



Cieciogronka
Składniki:
  • puszka ciecierzycy
  • tabliczka czarnej czekolady
Przygotowanie:
Piekarnik nagrzewamy do 180°C.
Ciecierzycę wysypujemy z puszki na blaszkę wyłożoną papierem. Następnie wstawiamy ją do piekarnika i pieczemy 30 minut.
Pod koniec pieczenia rozpuszamy w garnuszku czekoladę i wsypujemy do niej uprażoną ciecierzycę. Kiedy nasiona będą całkowicie obtoczone w czekoladzie nabieramy trochę na łyżkę i układamy „cieciogronka” na papierze.
Następnie wstawiamy je do lodówki na minimum godzinę, żeby zastygły.
I już!  Prawda, że proste?

Bon appétit! J







marca 06, 2018

Dahl z czerwonej soczewicy

Dahl z czerwonej soczewicy

Jak to cudownie, że zaczął się marzec. Już tak niewiele zostało do wiosny. Chociaż szczerze mówiąc po cichu liczę, że przyjdzie do nas znacznie wcześniej niż 21 marca. No cóż, zobaczymy :) Tymczasem, czekając na nią niecierpliwie, póki trwa zima w moim menu nadal goszczą aromatyczne potrawy. Takie, które nie tylko świetnie smakują, ale i rozgrzewają. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami propozycją na zimowy obiad, albo kolację, prosto z Indii. No dobrze, może w wersji bardziej dopasowanej do polskiego podniebienia i do tego z naszymi swojskimi podpłomykami, jednak wierzę, że będzie Wam smakowało :)



Dahl z czerwonej soczewicy

Składniki:
  • 200 g czerwonej soczewicy
  • 1 łyżeczka oleju kokosowego
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka startego imbiru
  • 1 łyżeczka drobno pokrojonej papryczki chili
  • 1 łyżka kurkumy
  • 1 łyżeczka nasion kolendry
  • 1 łyżeczka kminku
  • 1 łyżeczka Garam Masala
  • 1 łyżeczka trawy cytrynowej
  • 1 puszka mleczka kokosowego
  • 500 ml bulionu
  • Sok z połowy cytryny
  • 2 garści szpinaku
  • Sól i pieprz

Przygotowanie:
Na początek wstawiamy czerwoną soczewicę. Kiedy się gotuje można spokojnie przygotowywać resztę dania. Kroimy zatem na drobną kostkę cebulę i podsmażamy ją na patelni. Dodajemy pokrojony drobniutko czosnek, starty imbir oraz chili (ale tu naprawdę ostrożnie). Kiedy cebula jest już złocista dodajemy kminek, kolendrę, trawę cytrynową, Garam Masala oraz kurkumę. Wszystko powinno się podsmażyć jeszcze minutę. Potem dodajemy soczewicę, bulion, mleczko kokosowe, sól i pieprz. Zostawiamy dahl na wolnym ogniu jeszcze przez około 30 minut. Potem dodajemy sok z cytryny oraz szpinak. Po 5 minutach danie można wykładać do miseczek.

Dahl można jeść sam, ale u mnie najczęściej występuje w połączeniu z tradycyjnymi polskimi podpłomykami ;)

Bon appétit! J




lutego 27, 2018

***KROWARZYWA***

***KROWARZYWA***

Ja wiem, za oknem jest tak zimno, że nikomu nie chce się nosa wystawiać na zewnątrz, ale może znajdą się jacyś odważni. Z resztą, ja Was gorąco zachęcam do tego, aby właśnie w te mroźniejsze dni, kiedy mimo wszystko świeci przyjemnie słońce, wyjść i trochę pospacerować. W zimę na zewnątrz może być całkiem przyjemnie tylko trzeba się do tego odpowiednio przygotować, czyt. ubrać się na cebulkę. Ja stosuję to od dawna. Co z tego, że czasem niewygodnie i nie wyglądam jak pani z okładki Vogue Polska – ważne, że ciepło :) Mając zatem nadzieję, że ktoś jednak zdecyduje się na opuszczenie czterech ścian przygotowałam dla Was kolejną recenzję wegańskiej restauracji. 

Dzisiaj na tapetę bierzemy bardzo znaną wśród wegan, i nie tylko, knajpę Krowarzywa, przy ulicy Hożej. Wiem, powinnam budować napięcie, ale od razu powiem – nie jest to dla mnie numer jeden na wegańskiej mapie Warszawy. Wydaje mi się też, że restauracja została bardzo dobrze wypromowana, szybko zyskała sławę, ale czy w stu procentach na nią zasługuje? No właśnie tego do końca nie jestem już pewna.



Żeby jednak nie było, że jestem tak bardzo na nie to zacznę od pozytywów. Po pierwsze - lokalizacja. To jest niewątpliwie duża zaleta tej restauracji. Jak sami wiecie dużo fajnych miejsc znajduje się raczej z dala od centrum i niestety nie zawsze wszystkim może pasować dojazd. Tymczasem tutaj nie  ma żadnego problemu. Po drugie - obsługa. Bardzo mili i pozytywnie nastawieni ludzie. Dzięki nim na pewno ta knajpa nabiera bardziej swojskiego, domowego klimatu. To bardzo ważne, że czuć dobrą atmosferę.







To co trochę mniej mi się podoba to wystrój. Widać sporo niewykorzystanej przestrzeni. Według mnie dużym minusem są przede wszystkim malutkie stoliczki i taborety, na których posiedzieć można tylko chwilę, bo za moment zaczyna być już niewygodnie. Traktuję to jako minus, ponieważ ja zdecydowanie bardziej preferuję miejsca, w których można usiąść na dłużej i spokojnie spędzić czas ze znajomymi. Rozumiem, że może to wynikać z charakteru restauracji – bardziej fast food, ale o tym za chwilę. W każdym razie, w Krowarzywach macie trzy opcje tego, gdzie usiądziecie. Stolik przy oknie, na środku lub przy długim stole, jednak wtedy musicie być przygotowani na to, że będziecie patrzeć na ścianę. Plusem jest natomiast to, że jeśli przyjdziecie większą grupą, myślę o około 6 osobach, i nie będzie zbyt wielu osób, możecie spokojnie połączyć dwa stoliki, robi się wtedy zdecydowanie bardziej komfortowo.





Przejdźmy teraz do jedzenia, bo to z pewnością jedna z ważniejszych kwestii, o których warto nieco więcej powiedzieć. Nie jestem wybitnym znawcą smaku, ale odwiedziłam już kilka miejsc, sama też dużo gotuję, więc pozwolę sobie powiedzieć, że jedzenie nie powala na kolana. Nie mówię, że jest niesmaczne, ale biorąc pod uwagę to jak znane jest to miejsce i jak wiele osób wokół opowiada, że jest naprwdę świetne to spodziewałabym się czegoś lepszego. Gdyby nie dodatki w postaci sosów, typu musztarda, czy wegański majonez to byłoby to dla mnie po prostu mdłe. Chociaż! Chciałabym zauważyć, że nie zjadłam ostatnio swojej porcji w całości i wzięłam ją na wynos. Odgrzana w domu zdecydowanie lepiej smakowała. Dlatego też wydaje mi się, że duży wpływ na smak jedzenia miało to, że było zimne. Ale tak jak wspomniałam, dla mnie Krowarzywa to zdrowa alternatywa dla fast foodów i być może dlatego jedzenie nie jest takie jak mogłoby być. Chodzi mi konkretnie o to, że ludzie wchodzą, zjadają coś szybko i idą dalej. Wtedy może faktycznie ma to jakiś sens. Jednak ja jestem zwolenniczką kuchnii z dużą ilością aromatycznych przypraw, dlatego do mnie nie do końca proponowane dania z tej restauracji przemawiają. 






W każdym razie, to na co chciałabym zwrócić uwagę to forma w jakiej dania są podawane. Wydaje mi się, że to dosyć oryginalne i dające fajną alternatywę tym, którzy, np. tak jak ja, nie przepadają za jedzeniem hamburgerów. Już tłumaczę o co konkretnie chodzi. Kiedy składacie (dodam od razu – przy kasie) zamówienie, macie do wyboru kilka alternatyw głównego składnika dania, np. tofu, kotlet z ciecierzycy, czy po prostu warzywa. Kolejnym krokiem jest wybór podania, czyli: burger, wrap, albo bowl. Potem dobieracie już sosy i jakieś dodatki. Na koniec można jeszcze wziąć coś do picia. W takie zimniejsze dni to np. herbatę, której jest spory wybór.



Jeśli chodzi o ceny to wydaje mi się, że są adekwadne to tego co dostajemy. Koszt jednego dania to ok. 25 zł. Porcja jest na tyle duża, że spokojnie naje się nią ktoś głody jak wilk ;) Poza tym, widać że do przyrządzania dań wykorzystywane są świeże produkty. O proszę! Znalazł się kolejny plus. 



Podsumowując, Krowarzywa to na pewno ciekawe miejsce na mapie Warszawy. Warto je pewnie odwiedzić chociażby po to, żeby samemu się przekonać, czy warte jest swojej sławy. Jedzenie na tle innych miejsc nie wybija się jakoś szczególnie, ale też nie jest nie do zjedzenia. W związku z tym, myślę, że znajdzie się sporo osób, którym zasmakuje. Polecam Wam zatem tą miejscówkę jeśli będziecie w okolicy i złapie Was ochota na zjedzienie czegoś na zdrowo i na szybko, jednak nie kiedy chcielibyście spędzić tam więcej czasu ze znajomymi, bo moim zdaniem nie ma tam do tego zbyt dobrych warunków.

Oczywiście, jeśli byliście już w tej knajpie koniecznie dajcie też znać jaka jest Wasza opinia J

Adres restauracji: KROWARZYWA, ul. Hoża 29/31
Ocena (skala 1-5) 💚💚💚

Copyright © 2016 One Polish Vegan , Blogger